Już jutro Wielkie Derby Trójmiasta jednak dzisiejszego popołudnia nie mniej ważne derby rozegraliśmy w Sopocie przeciwko Lechii. Na co dzień rywalizujemy w innych ligach jednak po meczach rozegranych w klasie Juniora B chcieliśmy skonfrontować swoje umiejętności z rówieśnikami. Nasz odwieczny rywal Lechia Gdańsk zdecydowanie prowadzi w swojej lidze więc z kim mieliśmy zagrać jak nie z sąsiadami. Sprawdzian wypadł bardzo dobrze i oby tak było też w dniu jutrzejszym, kiedy naprzeciw siebie staną pierwsze drużyny
PLJC1 LECHIA GDAŃSK - ARKA GDYNIA 1 : 2 (1 : 1)
SOBOTA, 29 PAŻDZIERNIKA, GODZ. 13:00
SOPOT, JANA Z KOLNA 18
SĘDZIA: WESSERLING ADRIAN
BRAMKI: 2’ – Bartosz Kamiński 34’, Mateusz Stępień 43’
Arka Gdynia: Sawicki – Parulski, Dopierała, Dobek, Tomczak, Nowicki, Mirowicz, Przyborowski, Własny, Kamiński, Stępień oraz Miłaszewski, Posmyk, Książkiewicz, Życzyński, Motyl
Mecz rozpoczął się dla nas żle, nawet bardzo żle. Kiedy zespoły rozpoczęły pojedynek z dużym respektem dla siebie jakby badając swoje siły, zupełnie niespodziewanie gospodarze wykorzystując niezdecydowanie naszej defensywy objęli prowadzenie. Ten cios podciął nam trochę skrzydła i nie mogliśmy otrząsnąć się po stracie gole. Pierwszą składną akcję udało się przeprowadzić w siódmej minucie i niewiele brakowało by Mati doprowadził do wyrównania. Był to jednak sygnał do bardziej zdecydowanej ofensywy co zaowocowało kilkoma naprawdę groźnymi akcjami, które powinny skończyć się golem. I mimo, że Lechia była częściej przy piłce nasze akcje były bardziej konkretne i kilkukrotnie wydawało się, że piłka wpadnie do siatki.
Swoje szanse miał bardzo aktywny w ofensywie Mati, dwukrotnie próbował Kamyk jednak nie potrafiliśmy wykorzystać stworzonych sytuacji.
Wreszcie na minutę przed końcem pierwszej połowy Bartek mimo asysty dwóch obrońców zdołał umieścić piłkę w siatce. Dobrze, że udało się przed przerwą ale na to trafienie zasłużyliśmy dobrą grą i stworzonymi sytuacjami, których wcześniej nie udało się wykorzystać.
W 43 minucie akcję lewą stroną zainicjował rozgrywający dobre zawody Cichy, zagrał na wolne pole do Kamyka, który pomknął w stronę bramki a ten wyłozył futbolówkę jak na tacy do nadbiegającego Mateusza.
Tym razem Mati się nie pomylił i wyprowadził zespół na prowadzenie. Pozostało prawie trzydzieści minut, które miały zdecydować o końcowym rezultacie i mimo, że gra była ostra, nie było złośliwości w poczynaniach obu stron. Jak na mecz derbowy przystało nikt nie odpuszczał, odstawiał nogi czy oszczędzał siły.
Gospodarze swoich szans upatrywali w strzałach dystansu bądź grą skrzydłami, po których próbowali dośrodkowań ale bardzo pewny na przedpolu i bramce był Damian. Z kolei nasz zespół starał się wykorzystać szybkość Kamyka i Mateusza inicjując groźne kontry. Niestety brakowało przysłowiowego postawienia kropki nad „i”. Szkoda też, że nie potrafiliśmy skorzystać z bardzo niepewnej gry defensywy Lechii, która w wyniku naszego wysokiego pressinigu kilkukrotnie się pogubiła.
W ostatnich minutach mający nóż na gardle Lechiści dążyli do wyrównania ale na szczęście dla nas, pewnie, choć czasami zbyt nerwowo, poczynaliśmy sobie w defensywie.
Po końcowym gwizdku sędziego gospodarze padli na murawę a my..
… mogliśmy odtańczyliśmy taniec radości.
Brawa dla całego zespołu, nikt z Was nie zawiódł i miał swój wkład w końcowy sukces.